Ja nigdy nie zapomnę reakcji mojej mamy na pierwszy mój wyjazd stopem o odcinku dłuższym niż 13 km z liceum do domu, czyli do Świnoujścia. czyli te 650km. Dialog wyglądał dosłownie tak:
- Mamo, jadę pojutrze z Michałem nad morze autostopem.
Tu spojrzenie w moją stronę z lekkim zawachaniem i odpowiedź
- Tylko weź coś ciepłego ze sobą, bo tam zawsze wieje.
Zatkało po prostu, bo spodziewałem się ogromnej kłótni, to była II klasa liceum. Do tej pory to zawsze musiałem walczyć o każde jakiekolwiek wyjście poza dom, praktycznie do mojej 18-tki miałem wieeeelkie problemy z mamą żeby dogadać się czy mogę iść na imprezę na całą noc :/... Ale wraz z upływem czasu mama się przyzwyczaiła do moich pomysłów nieco "odbiegających od szarej rzeczywistości" i teraz nic nie mówi, jedynie tylko to, żeby napisać smsa lub zadzwonić czasami.
A na tekst że to wszystko niebezpieczne itp itd, że zabijają porywają (swoją drogą nie wiem skąd ludzie mają tak chore informacje na ten temat ;p, za dużo amerykańskich filmów chyba) mam niezawodny argument, czyli:
"Takim tokiem rozumowania to powinniśmy całe życie siedzieć w domu, w 4 ścianach, żeby na nic nie być narażonym, i G byśmy z życia mieli." Po za tym wyznaję zasadę, że jak coś ma się stać to się stanie, niezależnie od tego gdzie jesteśmy. Przecież nawet do domu może się stać tragedia. Dlatego Lion radzi: Nie siedź w domu!
No i ostatnie: jesli tyle tych niby zabójców krąży wszędzie, to ja wolałbym zginąć podczas podróży, podczas realizowania marzeń, będąc spełnionym, a nie na ulicy koło domu, na mieście potrącony przez samochód, gdzie ostatnią myślą byłoby coś w stylu "Już koniec? A ja nigdzie nie byłem , nic nie poznałem..."
