A no sporo zwiedziliśmy:P , wyjechaliście w najlepszym momencie, bo dzień później z Pizy przenieśliśmy się do Livorno, gdzie poznaliśmy parę młodych Polaków mieszkających w Pizie, akurat oprowadzali jedną parę autostopowiczów po Livorno, no i poradzili nam rozbić się na górze Montenero niedaleko kościoła, skąd widać całe Livorno, bo w samym mieście mieliby nas okraść zdziczali złodzieje albańscy:), zaś jadąc na górę busem (za free rzecz jasna bo kanarzy tam raz na rok ponoć a i tak przyjeliby ścieme, iż turyści niewiedzą gdzie kupować bilet itp.) spytałem jednego Włocha gdzie jest christo sanctuario no i powiedział funicolare (tak się zowie ich kolejka) do góry i tam jest klasztor (w nim kościół) i polecił pytać o padre Brio, więc jak byliśmy już na miejscu zacząłem rozmawiać z księdzem ale ten nie capito po angielsku i coś jedynie mówił iż nie telefonowaliśmy wcześniej, no a ja że wskazuje na namiot i pytam czy jest miejsce by go rozbić, na co ten zaczął nas liczyć i odszedł, aby po chwili zaprosić nas do dormitoriów:). Wtedy zaczęła się najznakomitsza część wyprawy, gdzie 10 osób mialo nocleg na piętrowych wygodnych łóżkach, na miejscu prysznice, WC, kuchnia no i to wszystko za darmo więc żyć nie umierać:P. Dwa dni spaliśmy w klasztorze benedyktynów jak się okazało, po czym wysprzątawszy wszystko po nas podziękowaliśmy za gościnę aby w 7 osób jechać do Sieny. gdyż 2 zostały w okolicach Livorno, zaś jedna musiała zbijać do Polski. Początkowo chcieliśmy się dostać stopem do SIeny ale lepiej, szybciej i raźniej przecież można się tam dostać pociągostopem w 7 osób i z dworca Livorno zajechaliśmy do Empoli przed Florencją, z paroma przesiadkami, gdzie naściemnaliśmy kanarom, iż chcemy jechać w przeciwnym kierunku i pomyliliśmy pociągi, a wchodziliśmy na ostatnią chwilę, stąd brak biletu... generalnie Polacy mieszkający w Pizie polecający Montenero powiedzili właśnie jak się we Włoszech podróżuje koleją za free, otóż w większości przypadków wystarczy powiedzieć po polsku nie mam biletu i wywalają na najbliższej stacji, gdzie czeka się na kolejny pociąg w celu do którego zmierzamy

. W Empoli po 3 wywaleniu spotkaliśmy Polaka przed 40-stką od parunastu lat mieszkającego we Włoszech, który dopowiedział jak podróżować za free koleją tzn. należy iść w zaparte nawet jeśli groża wezewaniem policji, bo ona jedynie sprawdzi czy nie jesteśmy ścigani i wypuści nas, a mandaty są nieopłacalne bo ściągnięcie mandatu za 30 czy 50 euro kosztowałoby włoskie linie kolejowe 200 euro, które musiałyby one zapłacić Polsce... Zwiedziliśmy Siene i z niej wieczorem do Florencji bez żadnej kontroli, tam wieczorem Adam (ów przyjazny Polak:)) oprowadził nas po mieście, z którego rano jechaliśmy do Wenecji z trzema przesiadkami

, zaś mieliśmy dwa razy tego samego kanara, który zdziwiony tuż przed Wenecją stwierdził co my tu robimy, jak on nas wywalił pare miast niżej w Ferrarze...

, pogroził policją jak nie damy dokumentów a my, że autostop i kasy nie mamy, a on to nasz problem i kłócimy się, iż to nasza ostania stacja i zbijamy i puścił nas (we Włoszech kanar nie może Cie zatrzymać, bo to jest podstawa do wytoczenia mu sprawy o porwanie xD). Zwiedziliśmy Wenecję i wieczorem zawinelśmy do zajebistego zajazdu za Wenecją, gdzie krzyżują się wszystkie drogi tranzytowe, podróżne itp., a najwięcej tam bylo Polaków, no i nie trzeba było długo czekać, aby znaleźć bezporśredni transport do ojczyzny

. Suma sumarum 9 dni an zwiedzenie 6 miejscowości i biba każdego dnia = zajebiście udana wyprawa

, nic tylko polecić nam zostaje Toskanię, a tu z miejsca gorąco pozdrawiam wszystkich uczestników i dziękuję za wspólną zabawę
